czwartek, 20 lutego 2014

Niesamowite Bieszczady

Będąc na wakacjach w Polańczyku szybko zwiedziliśmy całą okolicę. Co tu dalej robić.. ile razy można chodzić nad tamę czy zalew. Kupiliśmy mapę i zacząłem szukać ciekawych miejsc nieco dalej. Wynalazłem ruiny, zaznaczyłem na mapie, wbiliśmy adres w gps i wycieczka krajoznawcza gotowa.
Wyruszyliśmy późno i cały dzień się chmurzyło. No ale rydzyk fizyk - może się nie rozpada. Gdy GPS zaczął pokazywać metę, po klasztorze ani śladu. Tym razem wbiłem współrzędne i okazało się, że nieco nas od celu zniosło.

Kitka: Kurcze wracamy, już mi się nie chce

PavKo: no w sumie to późo już.. może jutro tu wpadniemy
Kitka: No dobra, tylko gdzie tu zawrócić... cała droga rozkopana ledwo się mieszczę...
Pavko: Jedź przed siebie, może zaraz coś się uda wymanewrować...
8km dalej
Kitka: (lekko już zirytowana) .. nie mieli kiedy remontować dróg 
Pavko: czekaj mapa pokazuje, że za 500m będzie rozwidlenie. Tam zawrócimy
Kitka: no mam nadzieję..
400m dalej
Pavko: no fajnie tego strumienia przez środek rzeki to ja na mapie nie widzę
Kitka: Zawracam tutaj. Jak utkniemy, to będzie twoja wina
Pavko: No dobra.. 
3min. później po kilku manewrach :
Pavko: Kasia patrz po lewej na wzgórzu jest nasz klasztor....

Oboje byliśmy pod wrażeniem.. z tego punktu wyglądał niesamowicie ponuro i mrocznie. Ciemne chmury dodatkowo dodawały mu grozy. Dałem maksymalny zoom i ...





Pavko: musimy tam się dostać zanim się zrobi ciemno.. wiesz, że jutro tu nie przyjedziemy
Kitka: No dobra tylko jak tam dojechać (na szczęście nie musiałem jej za wiele namawiać)
Pavko: pójdziemy z buta... strumień w paru miejscach jest płytki. Jak będzie trzeba to Cię przeniosę.

Strumień okazał się jednak na tyle głęboki, że szybko nam się ten pomysł poległ. Jeszcze raz rozłożyłem mapę. Palcem wytyczyłem trasę i już wiedziałem w którym miejscu źle pojechaliśmy.


Pavko: Kochanie jedziemy, już wiem , Jak tam trafić..

Kitka: ostatnie podejście

Docjechaliśmy do głównej szosy i dalej wg. nowo wytyczonej trasy.. Moment i byliśmy na miejscu. Był nawet mały parking a dalej szlaban i droga, niby prywatna.

Zeszliśmy kawałek z górki i dotarliśmy do torów kolejowych. Stanąłem na skraju i rozejrzałem się. Z lewej był zdezelowany most nad strumieniem. Tory przechodziły przez ten most, przecinały drogę i kilkadziesiąt metrów dalej ginęły w gęstym bieszczadzkim lesie.
Zaraz za torami zaczynało się wzniesienie. Zaczęliśmy piąć się pod górę aż do zakrętu. Zaraz za nim  po lewej wyłoniła się chata. W drzewie stojącym przy bramie zobaczyłem coś, co stanowiło przedsmak późniejszych widoków

Dalej można było teoretycznie wjechać, ale co to za frajda (radzę wam idźcie pieszo, bo jest na co popatrzeć) Droga na szczyt była dość kręta, a na jej początku witał nas ponury pień drzewa wyrzeźbiony w postać




















Trochę ciarki przeszły na ten widok, ale poszliśmy dalej. Obejrzałem się za siebie

Chwilę później doszliśmy do upiornej drogi krzyżowej wiodącej na szczyt.












Na jej końcu wyłonił się klasztor.. a raczej to, co z niego zostało.



Pavko: musimy oberzeć z bliska
Kitka: Trochę tu strasznie
Pavko: Idziemy
Klastor okolony był murem, a główna brama zapraszała do środka

Przechodząc przez bramę zajżałem w wyłom w murze..

W okolicy nie było żywej duszy. Panowała cisza a z daleka słychać było grzmoty przetaczającej się po górach burzy..Z pewną obawą przekroczyłem mury i spojrzałem na niebo
Przez gęste chmury prześwitywały promienie słońca. Ten widok zapierał dech.
Pavko: Kochanie muszę wejść do środka :D
Kitka: Chyba sobie żartujesz, to się wszystko może zawalić
Pavko: No przecież przez tyle lat się nie zawaliło
Kitka: A jak coś ci się stanie? tu nie ma żywej duszy
Pavko: Czy nie ma to bym nie powiedział... słyszysz te stuki z wnętrza? Idę
Kitka: Ja cię ratować nie zamierzam, ja tam nie wejdę, tam ktoś jest słyszysz te odgłosy?
Pavko: ubezpieczaj mnie, tylko zerknę z wejścia


Oczywiście wszedłem dalej, żeby dobrze się rozejrzeć...Stukanie było coraz głośniejsze i dobiegało gdzieś z tyłów budynku. Jednostajny dźwięk metalu uderzającego o metal pryprawiał o ciarki. Zrobiłem zdjęcia w środku i wyszedłem na zewnątrz.
Pavko: Kochanie idę obejrzeć co jest z tyłu, tam może być zejście do podziemi..
Kitka: Chyba zwariowałeś. Słyszysz te stuki? tam ktoś jest
Pavko: No właśnie idę to sprawdzić

Gdy obszedłem bydynek nieco z pod ukosa, stało się jasne skąd te odgłosy. Stanąłem na skraju skarpy i przyjżałem się temu z daleka. Niebo było niesamowicie ciemne a na horyzoncie prześwitywały promienie słońca.

Gdy się odwróciłem, podemną roziągała się dolina. W oddali zobaczyłem punkt, z którego ruiny ukazały się nam po raz pierwszy. Całość wyglądała jak wielka makieta, czyli mniej więcej tak:

Ale w tym ponurym dniu mniej kolorowo, czyli mniej więcej tak:
Gdy wróciliśmy do domu, zacząłem szukać czegoś o historii tych ruin. Po krótce wygląda to tak:

Klasztor oo. Karmelitów Bosych w Zagórzu − monumentalne ruiny XVIII w. późnobarokowego kościoła i klasztoru – warowni ojców Karmelitów Bosych w Zagórzu w woj. podkarpackim na wzgórzu Mariemont (345 m n.p.m.) w zakolu rzeki Osławy. Jeden z nielicznych zachowanych klasztorów warownych w Polsce i na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od 1967 roku obiekt zabytkowy chroniony prawem (źródło: Wikipedia).

W Bieszczadach to wg mnie obowiązkowe miejsce do odwiedzenia



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz