wtorek, 4 marca 2014

Pies przewodnik kontra niedźwiedź


Kolejna przygoda w Bieszczadach
Jak każdego wieczoru rozłożyliśmy na łóżku mapę i zaczęliśmy oglądać okoliczne szlaki. Po krótkim namyśle wytyczyliśmy trasę. Miała ona ok 15km i prowadziła przez szczyty, więc liczyłem na niezłe widoki na zalew. Wieczorna pogoda nie wróżyła jednak nic dobrego. U mojej żony zaczęła pojawiać się kolejna obawa:

Kitka: a co, jeśli spotkamy niedźwiedzia?
Pavko: To zrobię mu z tobą zdjęcie..
Kitka: na serio pytam: będziesz wiedział jak się zachować? tu są niedźwiedzie
Pavko: Nie można uciekać, trzeba stanąć i zrobić mu zdjęcie.. ale bez lampy błyskowej, niedźwiedzie lubią naturalne fotki. Gdy zacznie na ciebie szarżować- trzeba zrobić unik, a potem zrobić gwiazdę. O tak


Kitka: hihi. Chciałabym zobaczyć niedźwiedzia
Pavko:  Sprawdź w google. Wpisz: Ataki niedźwiedzi, Bieszczady. Zobaczymy co piszą
Kitka: Były 2 ataki, a właściwie spotkania z niedźwiedziem w tym roku w tej okolicy. Piszą tu bardzo ciekawe rzeczy. Cała strona poświęcona niedźwiedziom. Nie możesz pajacować, trzeba zachować zimną krew i najlepiej się nie ruszać, a potem powoli wycofać nie odwracająć się plecemi. Duża szansa, że niedźwiedź uczyni to samo. Niedźwiedzie mają bardzo dobry słuch i węch i wiedzą o nas znacznie wcześniej niż my o nich, dla tego jest mała szansa na takie spotkanie. Najgorzej jest zaskoczyć misia jak robi kupę hi hi. Wtedy jest bardzo agresywny
Pavko: Tam tak jest napisane?
Kitka: Tak
Pavko: albo jak ją potem zjada hehe
Kitka: Zobacz jak wyglądają ślady.. może chociaż zobaczymy ślady..
Pavko: Chodźmy spać

Następnego dnia rano zjedliśmy śniadanie, pobraliśmy nieduży prowiant w plecak i wyruszyliśmy. Pogoda była nie za specjalna, cały czas się chmurzyło a  z oddali słychać było przetaczającą się burzę.
Trasa przez Polańczyk już mi się trochę przejadła, ale na szczęście nie była długa i szybko wyszliśmy na obrzeża.
Do szlaku prowadziła cienka asfaltowa dróżka w bardzo dobrym stanie i chyba niedawno położona
Pavko: Ciekawe jak się na niej samochody mijają
Kitka: Pewnie nie za często, bo to chyba droga do posesji

Odwróciłem się, żeby obejrzeć widok

Kitka: Fajnie było by tu mieszkać i mieć takie widoki
Pavko: No... Ciekawe, czym ci ludzie się tu zajmują na codzień.

Droga faktycznie prowadziła do posesji, a dalej była ścieżka w kierunku szczytu wzniesienia. Gdy byliśmy na górze, znów się odwróciłem. Przed nami rozciągał się niesamowity widok



Pavko: Kasia zrobisz mi zdjęcie?
Kitka: Daj aparat
Pavko: Tu, koło tego krzaka... chyba dodają takie do ogurasów

Byliśmy już na oznaczonym szlaku i dalej droga wiodła przez las.  Gdy wyszliśmy na polankę, na skraju lasu przywitał nas zdechły, na wpół zjedzony zając. Kawałek dalej była stara ambonka myśliwska, ale zając raczej nie padł od kuli. Szliśmy dalej. Po mniej więcej 30 minutach natrafiliśmy na ślady cywilizacji


Eksponaty były muzealne, ale nie kręciliśmy się tam zbyt długo, bo pogoda zaczęła się pogarszać. Dyszel starego kombajnu wytyczył nam kierunek. 
Na skraju polany droga zaczęła ostrzej schodzić w dół do niedużej wioski. Rozpadało się na dobre i zaczęło grzmieć, więc przyśpieszyliśmy. Jakieś 500m dalej doszliśmy do rozwidlenia. W prawo prowadził nasz szlak, przed nami były zarośla i w dole płynął strumień, w lewo prowadziła droga do wioski.

Pavko: idziemy w lewo do wioski. Nie ma sensu kontynuować 
Kitka: Wiesz jak stąd trafić do domu?
Pavko: Wiem, najszybciej było by się cofnąć, możemy też iść w dół. Tą drogą dotrzemy do Myczkowa, a potem szosą do Polańczyka. 
Kitka: Chodźmy w lewo, może być ciekawie
Pavko: Rozglądaj się za kryjówką. Musimy przeczekać, bo pioruny uderzają bardzo blisko (nie doliczałem do trzech pomiędzy błyskiem a grzmotem, więc obawy były uzasadnione)

Weszliśmy na pierszą napotkaną posesję i ukryliśmy się pod zadaszeniem werandy. Przy wjeździe rósł ogromny dąb, a pod werandą rozstawione były liczne miseczki z karmą dla kotów i większa miska z karmą dla psa. Po ok. 30 min. przestało padać, więc wyszliśmy. Na skraju wjazdu przywitał nas nieduży pies. Wyglądał jak mała parówka i zachowywał się, jakby nas dobrze znał. Zaczęliśmy schodzić w dół, a pies zaczął schodzić z nami (zupełnie jakby szedł z nami na spacer) . 




Krajobraz po tej ulewie bardzo się zmienił. Wszędzie zaczęła podnosić się mgła. Las i wzgórza wyglądały niesamowicie mrocznie, ale pogoda się ustabilizowała a burza przeszła równie szybko, co się pojawiła.
Pies nadal szedł przed nami kilka kroków, ale jakby bez przekonania
Pavko: Kochanie zobacz na tą parówkę.. idzie z nami cały czas
Kitka: hihi pasuje do niego "parówka" Zupełnie, jakby nas prowadził
Pavko: Wypogodziło się, może zawrócimy na szlak?
Kitka: No chętnie. Nie chce mi się jeszcze wracać do domu
Pavko: No to zawracamy do rozwidlenia dróg
Kitka: Patrz na psa.. on też woli iść w drugą stronę

Gdy tylko zawróciliśmy, pies wyraźnie się ożywił, zakręcił się wokół nas ze 2 razy, zamerdał ogonem i wystrzelił jak mały pocisk. Na zakręcie zatrzymał się i upewnił, czy idziemy za nim. Doszliśmy do chaty przy której się schroniliśmy. Pomyślałem, że pies teraz nas zostawi, ale nic z tych rzeczy. Byliśmy już przy rozwidleniu poza obrębem domostw, a Parówka cały czas sprawdzał, czy za nim idziemy. Na rozstaju dróg rozejrzał się i ochoczo ruszył szlakiem, jakby wyczuł, że chcemy iść właśnie tędy. 

Pavko: Zobacz Parówka ma chyba problem z pęcherzem
Kitka: No fakt, sika co 5m na wszystko co popadnie
Pavko: Znaczy teren, czyli to jego teren
Kitka: przed nami rozwidlenie, zwolnij, ciekawe co zrobi
Pavko: sprawdźmy, czy pójdzie w lewo czy prawo

Parówa nie poszedł nigdzie. stanął na rozstaju i poczekał na nas. Zrobił gest, którego się nie spodziewałem. Gdy doszliśmy, ruszył w prawo, po 5 m zaznaczył teren, zawrócił i ruszył w lewo, po 5 m. zaznaczył teren, zawrócił i stanął na rozwidleniu. Spojrzał na nas, a następnie zwrócił się w lewo, merdając ogonem.

Pavko: Patrz on pokazał, że zna obie trasy i teraz pozwolił nam wybrać
Kitka: Sugeruje, aby pójść w lewo
Pavko: to chodźmy tam

Zrobiłem dosłownie krok w lewo i Parówa wystrzelił jak z procy w lewo aż do zakrętu
CDN



czwartek, 20 lutego 2014

Niesamowite Bieszczady

Będąc na wakacjach w Polańczyku szybko zwiedziliśmy całą okolicę. Co tu dalej robić.. ile razy można chodzić nad tamę czy zalew. Kupiliśmy mapę i zacząłem szukać ciekawych miejsc nieco dalej. Wynalazłem ruiny, zaznaczyłem na mapie, wbiliśmy adres w gps i wycieczka krajoznawcza gotowa.
Wyruszyliśmy późno i cały dzień się chmurzyło. No ale rydzyk fizyk - może się nie rozpada. Gdy GPS zaczął pokazywać metę, po klasztorze ani śladu. Tym razem wbiłem współrzędne i okazało się, że nieco nas od celu zniosło.

Kitka: Kurcze wracamy, już mi się nie chce

PavKo: no w sumie to późo już.. może jutro tu wpadniemy
Kitka: No dobra, tylko gdzie tu zawrócić... cała droga rozkopana ledwo się mieszczę...
Pavko: Jedź przed siebie, może zaraz coś się uda wymanewrować...
8km dalej
Kitka: (lekko już zirytowana) .. nie mieli kiedy remontować dróg 
Pavko: czekaj mapa pokazuje, że za 500m będzie rozwidlenie. Tam zawrócimy
Kitka: no mam nadzieję..
400m dalej
Pavko: no fajnie tego strumienia przez środek rzeki to ja na mapie nie widzę
Kitka: Zawracam tutaj. Jak utkniemy, to będzie twoja wina
Pavko: No dobra.. 
3min. później po kilku manewrach :
Pavko: Kasia patrz po lewej na wzgórzu jest nasz klasztor....

Oboje byliśmy pod wrażeniem.. z tego punktu wyglądał niesamowicie ponuro i mrocznie. Ciemne chmury dodatkowo dodawały mu grozy. Dałem maksymalny zoom i ...





Pavko: musimy tam się dostać zanim się zrobi ciemno.. wiesz, że jutro tu nie przyjedziemy
Kitka: No dobra tylko jak tam dojechać (na szczęście nie musiałem jej za wiele namawiać)
Pavko: pójdziemy z buta... strumień w paru miejscach jest płytki. Jak będzie trzeba to Cię przeniosę.

Strumień okazał się jednak na tyle głęboki, że szybko nam się ten pomysł poległ. Jeszcze raz rozłożyłem mapę. Palcem wytyczyłem trasę i już wiedziałem w którym miejscu źle pojechaliśmy.


Pavko: Kochanie jedziemy, już wiem , Jak tam trafić..

Kitka: ostatnie podejście

Docjechaliśmy do głównej szosy i dalej wg. nowo wytyczonej trasy.. Moment i byliśmy na miejscu. Był nawet mały parking a dalej szlaban i droga, niby prywatna.

Zeszliśmy kawałek z górki i dotarliśmy do torów kolejowych. Stanąłem na skraju i rozejrzałem się. Z lewej był zdezelowany most nad strumieniem. Tory przechodziły przez ten most, przecinały drogę i kilkadziesiąt metrów dalej ginęły w gęstym bieszczadzkim lesie.
Zaraz za torami zaczynało się wzniesienie. Zaczęliśmy piąć się pod górę aż do zakrętu. Zaraz za nim  po lewej wyłoniła się chata. W drzewie stojącym przy bramie zobaczyłem coś, co stanowiło przedsmak późniejszych widoków

Dalej można było teoretycznie wjechać, ale co to za frajda (radzę wam idźcie pieszo, bo jest na co popatrzeć) Droga na szczyt była dość kręta, a na jej początku witał nas ponury pień drzewa wyrzeźbiony w postać




















Trochę ciarki przeszły na ten widok, ale poszliśmy dalej. Obejrzałem się za siebie

Chwilę później doszliśmy do upiornej drogi krzyżowej wiodącej na szczyt.












Na jej końcu wyłonił się klasztor.. a raczej to, co z niego zostało.



Pavko: musimy oberzeć z bliska
Kitka: Trochę tu strasznie
Pavko: Idziemy
Klastor okolony był murem, a główna brama zapraszała do środka

Przechodząc przez bramę zajżałem w wyłom w murze..

W okolicy nie było żywej duszy. Panowała cisza a z daleka słychać było grzmoty przetaczającej się po górach burzy..Z pewną obawą przekroczyłem mury i spojrzałem na niebo
Przez gęste chmury prześwitywały promienie słońca. Ten widok zapierał dech.
Pavko: Kochanie muszę wejść do środka :D
Kitka: Chyba sobie żartujesz, to się wszystko może zawalić
Pavko: No przecież przez tyle lat się nie zawaliło
Kitka: A jak coś ci się stanie? tu nie ma żywej duszy
Pavko: Czy nie ma to bym nie powiedział... słyszysz te stuki z wnętrza? Idę
Kitka: Ja cię ratować nie zamierzam, ja tam nie wejdę, tam ktoś jest słyszysz te odgłosy?
Pavko: ubezpieczaj mnie, tylko zerknę z wejścia


Oczywiście wszedłem dalej, żeby dobrze się rozejrzeć...Stukanie było coraz głośniejsze i dobiegało gdzieś z tyłów budynku. Jednostajny dźwięk metalu uderzającego o metal pryprawiał o ciarki. Zrobiłem zdjęcia w środku i wyszedłem na zewnątrz.
Pavko: Kochanie idę obejrzeć co jest z tyłu, tam może być zejście do podziemi..
Kitka: Chyba zwariowałeś. Słyszysz te stuki? tam ktoś jest
Pavko: No właśnie idę to sprawdzić

Gdy obszedłem bydynek nieco z pod ukosa, stało się jasne skąd te odgłosy. Stanąłem na skraju skarpy i przyjżałem się temu z daleka. Niebo było niesamowicie ciemne a na horyzoncie prześwitywały promienie słońca.

Gdy się odwróciłem, podemną roziągała się dolina. W oddali zobaczyłem punkt, z którego ruiny ukazały się nam po raz pierwszy. Całość wyglądała jak wielka makieta, czyli mniej więcej tak:

Ale w tym ponurym dniu mniej kolorowo, czyli mniej więcej tak:
Gdy wróciliśmy do domu, zacząłem szukać czegoś o historii tych ruin. Po krótce wygląda to tak:

Klasztor oo. Karmelitów Bosych w Zagórzu − monumentalne ruiny XVIII w. późnobarokowego kościoła i klasztoru – warowni ojców Karmelitów Bosych w Zagórzu w woj. podkarpackim na wzgórzu Mariemont (345 m n.p.m.) w zakolu rzeki Osławy. Jeden z nielicznych zachowanych klasztorów warownych w Polsce i na ziemiach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Od 1967 roku obiekt zabytkowy chroniony prawem (źródło: Wikipedia).

W Bieszczadach to wg mnie obowiązkowe miejsce do odwiedzenia